O autorze
Jak na zakonnika przystało, nie tracąc nadziei więc i pogody ducha, staram się pokonać w sobie lenistwo, ową siłę ciążenia, która podpowiada mi nieustannie, że komfort jest lepszy od wyrzeczenia a korzyścią mierzy się wszelkie ludzkie dokonania. Z dystansem wobec świata, na jaki pozwalają klasztorne mury i w nieco wolniejszym od jego tempie życia, potykam się codziennie o własną głupotę. Stąd moje blogowanie dotyczy tego co uznaję za mądre lub głupie w "małych" i "wielkich" sprawach ludzkich. Wydaje się bowiem, iż wszystko w naszym świecie oprócz człowieka i osobowego zła jest wolne od głupoty. Tylko pozazdrościć!

Czego się nie da uniknąć?

Gdyby nie było w naszym świecie nieszczęścia, moglibyśmy przypuszczać, że jesteśmy w raju. Nie starać się cierpieć ani cierpieć mniej, ale o to, aby cierpienie nie zmieniło nas na gorsze. Trzeba próbować, o ile to tylko możliwe, unikać nieszczęścia, aby było ono, gdy je spotkamy, doskonale czyste i doskonale gorzkie. Trzeba pokochać je w jego rzeczywistości, która jest nieobecnością znaczenia. W przeciwnym razie nie kocha się Boga.

Przez wystarczającą chwilę czasu nie pytajmy o winnych wykrycie, ale kto tylko potrafi się od tego powstrzymać niech patrzy na to, co się stało duszą bezbronną wobec nieszczęścia. Tak jest dla nas najlepiej. Dla tych, którzy przeżyli katastrofę, a jeszcze bardziej dla tych, którzy są wyłącznie jej świadkami szczepionką przeciw nieszczęściu jest surowica z jego krwi, że jest nieuniknione. Bez tego antidotum dusza nie podniesie się do życia jak trzeba, nie przekaże błogosławieństwa, jakie winniśmy od zaraz osamotnionym w nieszczęściu bliźnim - współczucia z nimi. Komu ta tragedia zaszczepi w duszy tą cnotę będzie bliski szczęścia i gotowości na nieuchronne. Memento mori się nie zużywa, może tylko nie być w modzie. Wielka to mądrość: nieszczęście jest ciasną bramą wiodącą do szczęścia. Wiedzą o tym mistycy, a my nie wierzymy, że też możemy. Z nieobojętnymi sprawom duszy własnej i cudzej dzielę się drogocennymi słowami Simone Weil:



Nieszczęście zmusza do tego, by nieustannie stawiać sobie pytanie „dlaczego”, pytanie, które z istoty swojej pozostaje bez odpowiedzi. Toteż słyszy się w nim brak odpowiedzi. „Milczenia, które jest milczeniem do dna...”

Gdyby nie było w naszym świecie nieszczęścia, moglibyśmy przypuszczać, że jesteśmy w raju.

Nie starać się cierpieć ani cierpieć mniej, ale o to, aby cierpienie nie zmieniło nas na gorsze.

Trzeba próbować, o ile to tylko możliwe, unikać nieszczęścia, aby było ono, gdy je spotkamy, doskonale czyste i doskonale gorzkie.

Mówić, że ten świat nic nie jest wart, że życie nic niewarte i dowodzić tego istnieniem zła to absurd; bo jeśli to wszystko nic nie warte, to czegóż takiego zło nas może pozbawić?

Tak więc tym czystsze i tym głębsze jest cierpienie w nieszczęściu i współczucie dla innych, im lepiej pojmuje się pełnię radości. Cóż bowiem cierpienie odbiera człowiekowi, który nie ma w sobie radości?

Nieszczęście: czas unosi istotę myślącą wbrew jej woli ku temu, co przerasta jej siły, a co jednak nastąpi. „Niech odejdzie ode mnie ten kielich.” Każda mijająca sekunda pociąga istotę ludzką za sobą, coraz głębiej w świat, ku czemuś, co jest ponad jej siły.

Traktowanie cierpienia jako ofiary jest pociechą, a zatem zasłoną rzuconą na rzeczywistość cierpienia. Ale to samo będzie, jeśli na cierpienie będziemy patrzeć jako na karę. Cierpienie nic nie oznacza. To sama istota jego rzeczywistości. Trzeba pokochać je w jego rzeczywistości, która jest nieobecnością znaczenia. W przeciwnym razie nie kocha się Boga.
Trwa ładowanie komentarzy...