Nieszczęście zmusza do tego, by nieustannie stawiać sobie pytanie „dlaczego”, pytanie, które z istoty swojej pozostaje bez odpowiedzi. Toteż słyszy się w nim brak odpowiedzi. „Milczenia, które jest milczeniem do dna...”
Gdyby nie było w naszym świecie nieszczęścia, moglibyśmy przypuszczać, że jesteśmy w raju.
Nie starać się cierpieć ani cierpieć mniej, ale o to, aby cierpienie nie zmieniło nas na gorsze.
Trzeba próbować, o ile to tylko możliwe, unikać nieszczęścia, aby było ono, gdy je spotkamy, doskonale czyste i doskonale gorzkie.
Mówić, że ten świat nic nie jest wart, że życie nic niewarte i dowodzić tego istnieniem zła to absurd; bo jeśli to wszystko nic nie warte, to czegóż takiego zło nas może pozbawić?
Tak więc tym czystsze i tym głębsze jest cierpienie w nieszczęściu i współczucie dla innych, im lepiej pojmuje się pełnię radości. Cóż bowiem cierpienie odbiera człowiekowi, który nie ma w sobie radości?
Nieszczęście: czas unosi istotę myślącą wbrew jej woli ku temu, co przerasta jej siły, a co jednak nastąpi. „Niech odejdzie ode mnie ten kielich.” Każda mijająca sekunda pociąga istotę ludzką za sobą, coraz głębiej w świat, ku czemuś, co jest ponad jej siły.
Traktowanie cierpienia jako ofiary jest pociechą, a zatem zasłoną rzuconą na rzeczywistość cierpienia. Ale to samo będzie, jeśli na cierpienie będziemy patrzeć jako na karę. Cierpienie nic nie oznacza. To sama istota jego rzeczywistości. Trzeba pokochać je w jego rzeczywistości, która jest nieobecnością znaczenia. W przeciwnym razie nie kocha się Boga.
