O autorze
Jak na zakonnika przystało, nie tracąc nadziei więc i pogody ducha, staram się pokonać w sobie lenistwo, ową siłę ciążenia, która podpowiada mi nieustannie, że komfort jest lepszy od wyrzeczenia a korzyścią mierzy się wszelkie ludzkie dokonania. Z dystansem wobec świata, na jaki pozwalają klasztorne mury i w nieco wolniejszym od jego tempie życia, potykam się codziennie o własną głupotę. Stąd moje blogowanie dotyczy tego co uznaję za mądre lub głupie w "małych" i "wielkich" sprawach ludzkich. Wydaje się bowiem, iż wszystko w naszym świecie oprócz człowieka i osobowego zła jest wolne od głupoty. Tylko pozazdrościć!

Szczerze przepraszam!

Najtrudniej jest kontrolować samego siebie i być wobec siebie krytycznym. Dlatego dziękuję moim braciom w zakonie, że słusznie zwrócili mi uwagę na całkowitą niestosowność słów, jakie wypowiedziałem w telewizyjnym komentarzu dla stacji TVN24, który dotyczył sporu pomiędzy ks. Lemańskim a arcybiskupem Hoserem.

Powiedziałem między innymi: „Na miłość boską, niech odpuści! Niech przestanie być księciem, bufonem, niech przestanie być kimś, kto chce udowodnić swoją rację.” Właśnie tych słów się wstydzę i za nie przepraszam przede wszystkim abp Henryka Hosera, a następnie każdego z odbiorców mojej wypowiedzi.



Jej intencją miał być apel o nieprzyjmowanie postawy wyniosłości wobec podwładnego, a w żadnym razie chęć ubliżenia arcybiskupowi. Jednak swoboda moich słów przyniosła dokładnie odwrotny skutek od zamierzonego. Prosząc adwersarzy wspomnianego sporu o pokorę sam werbalnie jej zaprzeczyłem. Wobec tego nie pozostaje mi nic innego, jak szczere przeprosiny, prośba o miłosierdzie i nieżywienie wobec mnie urazy za zbytnią rozwiązłość języka.

Przezornie dodam, że nie wywarto na mnie żadnego nacisku „z góry”, abym przeprosił. Powyższe słowa podyktowała mi szczera skruch, kiedy dzięki innym odkryłem swój błąd.
Trwa ładowanie komentarzy...